John Watson uratował życie Sherlockowi strzelając prosto do taksówkarza. To był chirurgiczny strzał. Prosto w dziesiątkę. Czy aż tak szybko można przywiązać się do człowieka? Czy to był strzał, aby uratować ludzkie życie. Zwykły ludzki odruch, w tym wypadku odruch, który był początkiem czegoś wielkiego. Wielkiej przyjaźni, która zapoczątkowała tak nagle. Kto mógłby się tego spodziewać...
Natomiast Sherlock uratował życie Johnowi podczas, gdy zadał strzał Magnussenowi. Vice Versa? Czy (nie)zwykły odruch przyjacielski? Sherlock podczas, gdy umierał, dał z siebie wszystko, aby przeżyć. Zrobił to wszystko dla Watsona. Prawdę mówiąc Sherlock miał tylko jego, poczciwego weterana wojennego.
Inną drogą, chciałabym już ukazać Wam kilkunasto-stronnicową książkę, która piszę z perspektywy Johna Watsona, lecz muszę ją skończyć. Jedna książka będzie zawierać ok 100 stron. 1 sezon = 1 książka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz